FOREST RUN

25-09-2014

Tym razem nie będziemy pisać sami o sobie ;) przeczytajcie relację Magazynu Bieganie z biegu, który organizowaliśmy w Wielkopolskim Parku Narodowym.

Dwanaście tysięcy dwieście czterdzieści dwa. To liczba kilometrów, które przebiegli łącznie uczestnicy pierwszej edycji biegu Forest Run. W sumie 409 biegaczy ukończyło bieg na trasie 23 bądź 44 kilometrów podczas pięknego sobotniego dnia w Wielkopolskim Parku Narodowym.

W tak pięknych okolicznościach przyrody… I niepowtarzalnej…

WPN to 7 584 ha powierzchni. Gdy dodamy do tego strefę ochronną, daje nam to łącznie 14 840 ha. Odległość od centrum Poznania jedyne 15 km. Same te dwa argumenty powinny wystarczyć każdemu biegaczowi, by tam pojechać. Dodajmy jednak do tego wzgórza morenowe, jeziora, łąki i pola, no i las oczywiście. Daje to mieszankę zróżnicowanego terenu z możliwością wyboru tras według zachcianek.

Prędzej czy później ktoś musiał wykorzystać to miejsce. Zabrała się za to ekipa odpowiedzialna za Zimowy Ultramaraton Karkonoski. Ludzie skupieni wokół poznańskiego hostelu Poco Loco zrobili kolejną już imprezę na bardzo wysokim poziomie.

Organizatorzy wyszli z założenia, że w takich okolicznościach biega się najlepiej. Bieganie po miękkim leśnym terenie, ukazanie najciekawszych zakątków Wielkopolskiego Parku Narodowego, ucieczka z miasta, przyroda, śpiew ptaków i szum drzew. To jest właśnie miejsce, w którym warto się zmęczyć.

Dziwnym nie jest, że najwięcej biegaczy było z Poznania i okolic. Patrząc na listę startową, można zauważyć, że z pobliskiej Mosiny (niewielkie miasteczko pod Poznaniem) była naprawdę spora grupa. Cieszy tym bardziej fakt, że panie i panowie reprezentujący team Mosina biega zajmowali całkiem wysokie miejsca w klasyfikacji. Jednak gra na własnym boisku dużo daje.

Biegnij, lesie, biegnij!

Idea wydaje się prosta. Znaleźć coś pomiędzy. Nie robić kolejnego górskiego biegu, ale wyjść poza asfalt, uciec z miasta. Otrzeć się o ultra, ale dać też szansę początkującym. Często jest tak, że szukanie nowej drogi się nie udaje. Jednak połączenie miejsca i świetnej organizacji sprawiło, że Forest Run był naprawdę udaną imprezą.

Część osób potraktowała bieg jako trening bądź fajny sposób na spędzenie soboty. Dlatego na obu trasach panowała tak pozytywna atmosfera. Tak samo zresztą było na mecie. Piknik, radość, pełen chillout. Formuła, która zdecydowanie się sprawdziła. Zapewne w  przyszłym roku przyciągnie jeszcze więcej chętnych.

Do wyboru były dwie trasy – 23 km oraz 44 km. Na obu każdy uczestnik otrzymał wszystko to, co najlepsze – kwintesencję krajobrazu i leśnej atmosfery. Długa trasa – oprócz kilometrów – miała zdecydowanie więcej podbiegów. Pierwszy krytyczny moment zaczynał się po 25 km, gdzie do pokonania było kilka pagórków. Zwiodło to niejednego zawodnika, bo dopiero po połowie trasy zaczęło się robić bardziej wymagająco.

Trasa krótsza była zdecydowanie bardziej przyjazna. Raczej płasko, no i krócej. Dlatego pewnie to właśnie ten dystans cieszył się większą popularnością.

Służbowo, do lasu…

Mimo że trasy zbiegały się w kilku miejscach, trudno było się zawieruszyć. Trasa dłuższa otrzymała kolor niebieski, a krótsza żółty. Każdy biegacz musiał więc kierować się swoim kolorem. Taśmy dodatkowo zazwyczaj były zawieszane po odpowiedniej stronie drogi – żółte po lewej i niebieskie po prawej . A żeby nie było już mowy o żadnej pomyłce, kolor czerwony wskazywał niewłaściwą drogę – pomocne szczególnie na skrzyżowaniach bądź nagłych zakrętach szlaku.

Oczywiście organizatorzy stali na ważniejszych węzłach komunikacyjnych. A podczas biegu do dyspozycji było aż 5 punktów odżywczych na trasie długiej i 3 na trasie krótkiej. Wybór nie był spektakularny, ale dobrze dobrany. Banany, pomarańcze, czekolada, a do picia izotonik i woda. Na jednym z punktów można było dostać również żel.

Sama organizacja startu i mety też została dobrze zaplanowana. Duży parking usytuowany przy samym starcie był od rana obsługiwany przez Straż Pożarną. Meta była w odległości 200-300 metrów od startu, więc wszystko było pod ręką.

A gdy już ktoś dotarł na metę (po pokonaniu ostatniego podbiegu), oprócz oczywiście medalu, dostawał ciepły regeneracyjny posiłek – przygotowane porcje makaronu w dwóch wersjach: dla mięsożerców i roślinożerców. To nie wszystko. Chlodne napoje i jeden z najlepszych naturalnych izotoników – zimne piwko. Dla tych, którzy dostali mocno w kość, czekał sztab specjalistów od masażu, choć kolejka do zabiegów była dosyć długa.

W miarę jak zwiększała się liczba kibiców na mecie, atmosfera stawała się coraz bardziej piknikowa. Aranżacja przestrzeni sprzyjała pozytywnej atmosferze, tak by cieszyć się ostatnimi letnimi promieniami słońca.

Jeśli ktoś biega tylko po to, by wygrywać, to i tutaj znalazłby coś dla siebie. Główną nagrodą na długiej trasie była kamera GoPro – dla mężczyzny i zegarek Suunto – dla najszybszej pani. Nagrodzonych zostało 24 najszybszych biegaczy. Po 6 pań i panów z każdej trasy.

Zresztą to, że bieg miał sporo sprzymierzeńców, widać było już od samego początku. W pakietach startowych wszyscy uczestnicy dostali m.in. chustę typu buff w kolorystyce i z logo imprezy, kilogram soli do kąpieli regeneracyjnej, paczkę makaronu, talon na darmowe wejście na ściankę wspinaczkową oraz sporo zniżek.

A oczom ich ukazał się las…

Jeśli szukasz miejsca, gdzie można pobiegać w pięknych okolicznościach przyrody, to koniecznie odwiedź Wielkopolski Park Narodowy. Jeśli do tego chcesz spotkać ludzi z podobnym podejściem, to koniecznie zarezerwuj sobie czas w przyszłym roku.

Forest Run to impreza, której tylko czepialski mógłby chcieć coś zarzucić. Świetna atmosfera, bardzo dobra organizacja logistyczna, piękna trasa i wartościowe nagrody. A to przecież tylko pierwsze cztery argumenty z długiej listy, które powinny cię przekonać, że warto tutaj być.