Cross Country Adventure

08-01-2012

Przede mną widzę niewyraźną sylwetkę człowieka. mimo tego, że jest raptem kilkanaście metrów ode mnie co chwila gubię ją z oczu w zamieci śnieżnej. przymrużam powieki i próbuję skupić wzrok na wynurzających się ze śniegu budynków. czy biegliśmy na tyle długo, żeby trafić na polarną stację badawczą? Tak przynajmniej to wygląda. Na chwilę przenoszę się do książki "Moje bieguny" i razem z Kamińskim pokonuje ostatnie metry przez zastrugi. Teraz już jestem pewny, że chce zdobyć biegun południowy. Krok pierwszy wykonany - nauka jazdy na nartach biegowych.

w długi weekend styczniowy załadowałem się do samochodu zarządzanego przez Łasucha, zmierzającego do Jakuszyc, polskiej stolicy narciarstwa biegowego. Właściwie Jakuszyce są jedynym miejscem w Polsce, gdzie trasy są tak długie, a przede wszystkim przygotowane. Nauka jazdy na biegówkach to był mój cel już od kilku lat. Nigdy jakoś nie było "po drodze". Albo zimę spędzałem gdzieś gdzie nie ma śniegu, a jak już byłem w cały w śniegu to nart nie było w okolicy. Wreszcie się jednak udało. Dodatkową motywacją był zbliżający się start w rajdzie 360 stopni na długiej, 400 km trasie. Miał być tam 40km etap nart biegowych więc pomyślałem, że wypadało by umieć na nich jeździć;) Koniec końców mój i Agi start na trasie długiej nie wypali, gdyż nasz czteroosobowy team się rozpadł zanim w ogóle został stworzony...

Miałem lekkie obawy przed pierwsza jazdą na biegówkach, straszony przez wszystkich, że będę się tylko wywalał, że wszystkie mięśnie mnie będą bolały i że ciężko na maksa. Tymczasem pierwsze kilka kroków upewniło mnie w tym, że to jest coś na co od dawna czekałem! Pracują wszystkie mięśnie, liczy się siła, technika i koordynacja. Wręcz żałuje, że nie wziąłem się za to kilka lat wcześniej.

Pogoda nas nie rozpieszcza. Wieje, jest dosyć zimno. Na szczęście biegnąc emituje się tyle energii, że czasem mam wrażenie, że mógłbym się rozebrać do podkoszulka! Przechodzimy na zasypaną stronę czeską. Teraz już nie biegniemy, ale przekopujemy się przez świeży śnieg. Wychodzimy na jakieś wypłaszczenie, wiatr się wzmaga, nie widzę nikogo przed ani za sobą. Docieramy do polarnej stacji badawczej "Izerka".

Pierwszego dnia zrobiliśmy 30km. Drugiego 26km docierając do zawianej Chatki Górzystów. W powrotnej drodze spotykam Irka Walugę, człowieka o żelaznej łydce  z którym znam się jeszcze z czasów gdy wspinałem się rekreacyjnie na katowickim AWF, czyli dawno temu. Oboje na Outdoormanie w 2003 roku zaczynaliśmy przygodę z adventure racing. Tyle, że ja wtedy startowałem w polarze 300 i butach trekkingowych wycofując się w połowie, a on je chyba od razu wygrał;) Trzeci dzień to już rekreacyjne 15km i głównie doskonalenie techniki przy bólu nóg i rąk.Wieczory spędzamy na wspominkach rajdowych przy piwie.